Plac Zwycięstwa 2, 90-365 Łódź
felieton targi potrzebne od zaraz ale jakie (2)

Targi potrzebne od zaraz. Ale jakie?

Co roku obiecujemy sobie, że damy im jeszcze jedną szansę. Że tym razem będzie lepiej. Że Warsaw Home znów przypomni nam, po co branża potrzebuje targów. A potem wchodzimy do hali i… szukamy wyjścia. Nie ma w Polsce drugiego wydarzenia o takiej skali. I nie ma drugiego, które tak skutecznie potrafi zmarnować swój potencjał. A przecież targi to nie tylko stoiska i frekwencja – to obraz całej branży.

Chaos w halach, czyli organizacyjny labirynt bez wyjścia

Targi Warsaw Home 2025 za nami. I choć emocje już trochę opadły, to w branży nadal buzują. Bo jak tu nie komentować, skoro z roku na rok dostajemy to samo. Oczekiwania duże, ale rzeczywistość… Fatalne oznaczenia, brak mapek, brak aplikacji, a do tego internet, który ledwo zipie – to nie są detale, to logistyka wydarzenia. A raczej jej brak. Chcesz sprawdzić, w której hali stoi firma, z którą masz spotkanie? Powodzenia. Na stronie brak lupki, a jak już się załaduje – to czysty survival.

Jak celnie napisał Marcin Szczelina na Archisnob.com:

„Targi Warsaw Home przypominają dziś mechanikę bylejakości. Brak im spójności, selekcji i myśli programowej.”

I trudno się z nim nie zgodzić. Ja bym dodała – brak im też szacunku dla czasu odwiedzających. Bo kiedy słyszysz po raz setny pytanie „przepraszam, którędy do hali F?”, wiesz, że coś poszło nie tak.

Ale nie chodzi tylko o oznaczenia. Chodzi o ideę. Organizatorzy – od lat – nie słuchają branży. Excel się zgadza, hale są pełne, więc po co coś zmieniać? Tylko że to krótkowzroczne myślenie. Targi to nie jarmark, to narzędzie komunikacji marki z rynkiem.

W tegorocznym raporcie „Zaprojektujmy to razem. Architekci o współpracy z markami”, w którym wzięło udział 405 architektów, wydarzenie Warsaw Home uzyskało wynik 67,2%, z wyraźną przewagą nad kolejnymi pozycjami – Architect@Work (52,3%) i 4 Design Days (36,8%). To pokazuje jedno: mimo wielu krytycznych opinii i niedociągnięć organizacyjnych, Warsaw Home wciąż pozostaje najważniejszym punktem branżowego kalendarza. Architekci chcą się spotykać, oglądać nowości i rozmawiać – potrzebują targów, ale takich, które będą miały sens, jakość i wizję.

RAPORT_Zaprojektujmy to razem. Architekci o współpracy z markami. Mahgda Skibka-Matusiak PLN Design Group.

Wystawiasz się? Zrób to dobrze albo wcale

Po frekwencji widać jedno – branża potrzebuje targów. Marki muszą mieć gdzie pokazywać swoje nowości, a architekci – gdzie zobaczyć wszystko w jednym miejscu. Ale jeśli już wystawiasz się, inwestujesz budżet, czas i ludzi – zrób to dobrze.

W tym roku mówiło się głównie o kilku stoiskach: Orac, Ciarko, Olczak. Bo były przemyślane, dopracowane wizualnie, spójne z tożsamością marki. Reszta? Niestety, jakby ktoś na odczepnego rozłożył krzesła i przykleił logo. I to boli, bo to wizerunek całej branży.

W podsumowaniu WhiteMAD padło zdanie, które idealnie oddaje sedno:

„To już nie święto designu, to targowisko próżności i przypadkowych decyzji.”

Dodam od siebie – próżność nie jest problemem – jest nim brak wizji i ambicji. Design nie znosi przypadkowości. I jeśli firmy chcą być traktowane jak poważni gracze, muszą zacząć się tak zachowywać. Stoisko to nie tylko metry kwadratowe. To komunikat, kim jesteś.

Kilka komentarzy z moich social media dodanych przez osoby odwiedzające tegoroczne targi:

„Wrażenia niestety dokładnie takie same… bylejakość przeraża, nawet nie robiłyśmy zdjęć bo nie było czemu. Targi, które powinny być inspiracją po raz kolejny były totalnym rozczarowaniem”.

„Jakość ginie w ilości. A niestety brakuje czasu żeby te perełki wyłuskiwać. Bardziej targowisko niż targi niestety”.

„Ja zgubiłam się tam chyba 78 razy i chodziłam w koło… Na jednym stoisku numer był, na kolejnych 5 nie i weź tu się zorientuj nawet jak wiesz, gdzie chcesz konkretnie trafić. A stragany z termosami, kubkami i serami to już jest hit…”

Nie potrzebujemy celebrytów. Potrzebujemy rozmowy

Największy zgrzyt tej edycji? „Dożynki z celebrytami”. Serio. W pewnym momencie można było odnieść wrażenie, że to właśnie oni są twarzą wydarzenia. A ja się pytam – po jaką cholerę? Targi wnętrzarskie nie są o tym, kto ma więcej followersów, tylko o tym, kto ma coś wartościowego do pokazania.

Niech wrócą czasy, kiedy o Warsaw Home mówiło się z dumą. Kiedy program merytoryczny był mocny, a wystawcy wiedzieli, że warto tam być. I żeby nie było – ArchiDAY w tym roku zrobił to dobrze. Świetna frekwencja, sensowne tematy, konkretni eksperci. To pokazuje, że branża chce się rozwijać, chce słuchać i rozmawiać.

Branża potrzebuje targów. Ale z sensem

Targi nie są reliktem sprzed pandemii. Wręcz przeciwnie – w świecie, który coraz bardziej przenosi się do online’u, potrzebujemy realnych spotkań, rozmów i doświadczeń. Bo biznes nadal robi się między ludźmi.

Marcin Szczelina napisał w podsumowaniu:

„Targi nie są złe z definicji. Złe jest to, że nikt nie próbuje zrozumieć, czym dziś powinny być.”

Ja dodam – targi nie umrą, jeśli nauczymy się z nich korzystać. Jeśli marki przestaną traktować je jako obowiązek, a organizatorzy – jako arkusz w Excelu. Bo to nie liczba hal świadczy o skali wydarzenia, tylko jego jakość i idea, która za nim stoi. A póki co – mamy chaos, serki góralskie między sofami i pytanie, które warto zadać na głos: Czy naprawdę nie stać nas już na wydarzenie z klasą?


Magda Skibka PLN design group agencja PR architekci marki wnetrzarskie 3

Magda Skibka-Matusiak – specjalistka ds. komunikacji i wizerunku marek z branży wnętrzarskiej i architektonicznej. Od 2015 roku zarządza agencją butikową PLN Design Group. Szkoli, doradza i projektuje komunikację.


Zobacz również: Czy naprawdę potrzebujemy targów wnętrzarskich? I Prowizja to nie partnerstwo. O błędach marek we współpracy z architektami