Im dłużej jestem w tej branży i im więcej rozmów prowadzę z ludźmi, tym mocniej uświadamiam sobie, jak niewiele wiemy o sobie nawzajem, mimo że codziennie oglądamy fragmenty czyjegoś życia zawodowego w social mediach, na wydarzeniach, w publikacjach czy projektach. Widzimy efekt, ale nie widzimy drogi. Widzimy moment, ale nie widzimy procesu. Widzimy pewność, ale nie wiemy, ile było po drodze zwątpienia, zmęczenia, samotnych decyzji i momentów, w których ktoś naprawdę zastanawiał się, czy ma jeszcze siłę iść dalej.
A jednak właśnie wtedy najłatwiej przychodzi nam komentarz, ocena, czasem półżartem, czasem z przekąsem, czasem wypowiedziana „bez złych intencji”, ale jednak zostawiająca ślad.
Nie wiemy, w jakim momencie życia jest drugi człowiek.
To, co dla jednej osoby będzie neutralną uwagą, dla kogoś innego może trafić w bardzo czułe miejsce, bo nie wszyscy jesteśmy w tym samym punkcie, z tą samą odpornością psychiczną i z tym samym zapasem energii. Ktoś właśnie walczy o swoją pozycję, ktoś inny próbuje się odbudować po porażce, a jeszcze ktoś mierzy się z trudnymi sprawami prywatnymi, których nie widać na zdjęciach ani w opisach pod postami.
I w tym kontekście coraz częściej myślę, że wiele z tych drobnych „ukłuć”, komentarzy czy ocen jest po prostu niepotrzebnych, bo niczego nie wnoszą, a mogą bardzo dużo zabrać – spokój, motywację, poczucie sensu. Czasem naprawdę wystarczyłoby mniej mówić, a więcej zostawić przestrzeni.
Bardzo pasuje mi tu myśl Viktor Frankl, który napisał: „Pomiędzy bodźcem a reakcją istnieje przestrzeń. W tej przestrzeni leży nasza wolność i moc wyboru naszej reakcji.”
I dokładnie o tę przestrzeń mi chodzi. O ten krótki moment zatrzymania, w którym możemy zadać sobie pytanie, czy to, co chcemy powiedzieć, jest naprawdę potrzebne, czy jest uczciwe, czy jest wspierające, albo chociaż neutralne. Bo dojrzałość nie polega na tym, że nie mamy opinii, tylko na tym, że potrafimy zdecydować, kiedy i czy w ogóle warto ją wypowiadać.
Jest taka scena w Forrest Gump, w której Forrest siedzi na ławce i opowiada przypadkowym ludziom swoje życie, a oni słuchają, choć nie znają jego historii, nie wiedzą, przez co przeszedł i dokąd zmierza. Nikt go nie ocenia, nikt nie poprawia, nikt nie komentuje, czy jego wybory były „właściwe”. Po prostu jest przestrzeń na bycie i na opowieść.
I czasem mam wrażenie, że dokładnie tego brakuje nam w branży – tej zwykłej ludzkiej uważności i zgody na to, że każdy idzie swoją drogą, w swoim tempie, z własnym bagażem doświadczeń, których nie musimy rozliczać ani komentować.
Nie chodzi o idealny świat bez różnicy zdań, bez krytyki i bez rozmów. Chodzi o proporcje i intencje. O świadomość, że słowa mają wagę, a my nie zawsze wiemy, czy ktoś akurat ma siłę je unieść. Czasem najlepszą decyzją jest milczenie, czasem wsparcie, a czasem po prostu zajęcie się sobą i własną drogą, zamiast zaglądania innym przez ramię.
Bo empatia naprawdę nic nas nie kosztuje, a w trudnych momentach może znaczyć dla kogoś znacznie więcej, niż nam się wydaje. A jeśli mamy wybór między kolejną oceną a zwykłą życzliwością – to może właśnie ten wybór mówi o nas najwięcej.
To nie jest apel o cukierkową branżę, w której wszyscy się kochają i klaszczą sobie nawzajem. To jest apel o dojrzałość. O świadomość, że:
A jeśli coś nas uwiera – to jest cenna informacja. Nie o świecie. O nas samych. I może zamiast kolejnej opinii warto zadać sobie jedno, dużo trudniejsze pytanie: co ja mogę zrobić lepiej dla siebie, zamiast zajmować się innymi? Bo branża naprawdę nie potrzebuje kolejnych sędziów. Potrzebuje ludzi, którzy mają odwagę robić swoje – i zostawić innym to samo prawo. Łatwiej jest rzucić komentarz. Łatwiej ocenić. Łatwiej zdyskredytować cudzy ruch niż wykonać własny.
I tu pasuje mi bardzo myśl Carla Gustava Junga, który pisał, że to, co nas najbardziej drażni w innych, często jest dokładnie tym, czego nie przepracowaliśmy w sobie.

Magda Skibka-Matusiak – specjalistka ds. komunikacji i wizerunku marek z branży wnętrzarskiej i architektonicznej. Od 2015 roku zarządza agencją butikową PLN Design Group. Szkoli, doradza i projektuje komunikację.
Zobacz również: Prowizje, prowizje… i jeszcze raz prowizje | Targi potrzebne od zaraz. Ale jakie?