Plac Zwycięstwa 2, 90-365 Łódź

Agencja butikowa

Siedząc między spotkaniami i powoli popijając herbatę miałam ostatnio czas pomyśleć nie o klientach, projektach zadaniach, ale o agencji. Jej rozwoju i tego, czy kierunek, jaki obraliśmy te cztery lata temu faktycznie jest dobry. Czy będąc agencją butikową nie podcinamy gałęzi, na której siedzimy?

Czym jest agencja butikowa?

Zacznijmy od tego, że sformułowanie „agencja butikowa” pojawiło się przy okazji mojego wywiadu z Proto.pl gdzie redaktor zapytał się mnie czy PLN DG jest taką agencją. Na początku powiedziałam „nie”. Długo agencja butikowa kojarzyła mi się dosyć błędnie ze skalą jej rozwoju, czy też zupełnie innym niż nasze ukierunkowaniem, jeśli chodzi o zakres usług. Po dłuższej rozmowie stwierdziłam, że to, co robimy być może właśnie tak powinno być nazywane branżowo, ale biznesowo?

Obawiam się, że w momencie, kiedy Klienci jeszcze mają problem ze zrozumieniem gdzie jest granica między PR a marketingiem, albo czasochłonnością całego procesu mówienie o nas jako agencji butikowej w kwestiach biznesowych może nam trochę pokrzyżować plany rozwojowe. Klient ma prawo nie wiedzieć, po to ma agencje. Wolałabym uniknąć zaszufladkowania wynikającego z jego nie wiedzy i dania nam łatki np. agencja od marek odzieżowych. Może tak być? Uwierzcie mi, że tak. Pracuje tyle lat w tej branży, widziałam i słyszałam wiele.

Kiedy znaleźliśmy dla siebie odpowiednią szufladę zaczęłam się zastanawiać nad tym, co było/jest/będzie. Nie zmieniamy kierunku. Przynajmniej na razie.

Czy specjalizacja jest zła?

Od początku wiedzieliśmy, że idziemy w stronę wnętrz, budownictwa i architektury. A ostatnio też deweloperki. Jesteśmy w tym cholernie konsekwentni. Do tego stopnia, że jak ktoś się nas pyta, czy się nie ograniczamy: mówimy nie. Pracowałam w agencjach, które z początku były multibrandowe, ale z biegiem czasu obserwowałam ich proces specjalizacji w jednej branży. Jedna z nich początkowo świetnie radziła sobie w branży farmaceutycznej, a później budowlanej, druga w IT (chociaż tu wyjątkiem był jeden z największych deweloperów, dla którego zresztą pracowałam).

Do brzegu. Cztery lata temu podjęliśmy decyzję na mocny focus branżowy. Gdyby zastanowić się czemu akurat ten to po pierwsze sama miałam w tej branży już lata doświadczenia, liczne kontakty więc start był łatwiejszy. Po drugie to jest coś co naprawdę czujemy, lubimy i mamy pojęcie. Okazało się, że połączenie pracy i pasji jest możliwe.

Agencja public relations specjalizująca się we wnętrzach, architekturze i designie

Wtedy też zadaliśmy sobie pytanie, czy nie ukręcimy sami na siebie bata no bo przecież nie możemy obsługiwać np. dwóch klientów z tej samej kategorii produktu jak oświetlenie. Zaryzykowaliśmy. Z perspektywy czasu uważam, że dobrze. Nawet bardzo dobrze. Klienci to docenili. Coraz częściej zaczęły pojawiać się zapytania o ofertę kierowane właśnie do agencji specjalizujących się w danej branży. Gdybym miała napisać, dlaczego bycie agencją od wnętrz, architektury i designu ma swoje plusy to spokojnie mam kilka dobrych argumentów „za”:

  • Mamy najlepsze rozeznanie w tym, co się dzieje w branży, czy też bezpośredniej konkurencji.
  • Mamy mocniej zbudowane więzi z dziennikarzami. Wiedzą, że mamy wiedzę, potrzebne im materiały i możemy im ułatwić pracę. Jesteśmy ich partnerami.
  • Targi, konferencje, festiwale – na wszystkich jesteśmy. Wiemy, jaki jest ich poziom, program, kto się tam pojawia. Powiedzmy sobie szczerze – trudno być na wszystkich wydarzeniach jednocześnie, jeśli obsługujemy kilka branż.
  • Łatwiej nam wyłapać pewne niuanse, specyfikę pewnych wydarzeń, czy też sytuacji branżowych.
  • Rozumiemy biznes Klienta – wiemy jak wygląda proces produkcji, logistyka.
  • Jesteśmy na bieżąco z prognozami biznesowymi i sytuacją gospodarczą. Kiedy rząd opublikował rozporządzenie o wykorzystaniu drewna do celów energetycznych – my wiemy co to oznacza dla branży meblarskiej.
  • Obserwujemy trendy. Pojawienie się nowego produktu w ofercie naszego klienta łączymy z zaopiniowaniem jego potencjału w oparciu o to, jakie są gusta, co widzieliśmy na targach, albo o jakich trendach możemy mówić.
  • Ważny punkt. Łączymy nie tylko naszych klientów między sobą, ale też pokazujemy możliwości współpracy z innymi firmami. Kontakt do nich? Dla nas to najczęściej jeden telefon. Ta branża doskonale się zna. Networking level master.
  • Praktycznie w ogóle nie musimy prowadzić działań new business. Klienci sami do nas trafiają właśnie z polecenia: dziennikarzy, obecnych klientów, byłych, a nawet takich, z którymi nie pracujemy a się z nami. Ewenementem jest to, że trafiają do nas klienci również w wyniku rekomendacji innej agencji! O tym, jak można współpracować, wspierać się i konkurować pozytywnie też wkrótce napisze.

Przewrotnie 9, a nie 10 powodów. Chociaż mam spisanych aż 16. Tutaj uwzględniłam te najważniejsze. A czy widzę chociaż jedną trudność? Znalezienie kolejnej osoby do zespołu, która tak jak my czuję tę branżę, interesuje się nią i przede wszystkim rozumie. Nie będę ukrywać to trudny proces. Jesteśmy aktualnie w jego trakcie. Zależy nam, żeby dołączyła do nas osoba, której zaufamy nie tylko my, ale i nasi Klienci.

Magda Skibka